poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Khajuraho, czyli swiatynie miłości!!!


Khajuraho!







No i witamy w światyniach miłosci!


Głowna swiatynia - Lakshmana Temple



Tego dnia miało miejsce zaćmienie ksiezyca. Zgodnie z hinduskim wierzeniem kazdy Hindus powinnien tego dnia odprawic puja w swiatyni!
No i ciekawe rzezby w swiatyni Lakshmana!
No jak widać Manu byl pierwszy do sprawdzania ich realnosci:):)
Jaki szczesliwy!!!



Ołtarz swiatyni Lakshman

A to juz zewnetrzne ściany swiatyni Lakshmana z pieknymi ciałami i erotycznymi pozami!






A ta Pani pozoruje, ze jest rzezbą, ale gwarantuje...jest prawdziwa:):)






A to jedna z bardziej szokujacych rzezb:)
I pomyślec, ze to Indie:)












Czasem pojawialy sie rzezby normalnych Bogow - Ganesh!






















A to juz cykl najbardziej smialych rzezb w Khajuraho!!
Swiatynia Lakshmana!








W takiej scenerii znajduja sie swiatynie kompleksu zachodniego!

Swiatynia Varaha z 1.5 metrowym posągiem niedzwiedzia!


Swiatynia Lakshmana w calej okazalosci:)











Znalazlam nowego przyjaciela:) Nie chcial jednak isc ze mna dalej :(





Od lewej - swiatynia Kandariya-Mahadew i Devi Jagadamba
Czas na uroki światyni Kandariya-Mahadev







Ta światynia słynie w akrobatycznych poz erotycznych:)



















Swiatynia Devi Jagadamba



















Takich przyjaciół mozna spotkac w calych Indiach:)








Swiatynia Vishvanath i Parvati Temple








Nandi Shrine z 2.2 m bykiem Shivy!


Vishvanath Temple















Niemal jak panienka z okienka:0

Chitragupta Temple!




Jak widac ta rzezba czesto doswiadcza dotyku ludzi:)
Piekne rubensowskie ksztalty.. co sie dziwic:)




Tecza wsród swiatyn:)


My i Lakshmana Temple!
Szalenstwa Drahnki na wodzie!!:)
Czyzby powrot do dziecinstwa?!?!:)
Na pewno nie zostane miss mokrego podkoszulka:)







Lobuziak na tle Vishvanath Temple


Tego dnia tuz przed swiatynia znajdowaly sie liczne kramy z darami skaladanymi podczas puja! Orzechy kokosowe i cukier w postaci bialych kamyczkow to najpopularniejsze z nich:)
Do tego liczne kramy z pamiatkami, bizuteria:)


A to sławna "wytwornia" lassi:) Mniam mniam:)


Ulice Khajuraho!




Jezioro Narora Sagar...bardziej jak bajorko, no ale coz:)
A to mury prawdziwej, biednej wioski Khajuraho:(
Odludzie i Javari temple

Vamana Temple w kompleksie wschodnim









Koszenie trawy...elektryczna kosiarka to w Indiach marzenie.
Zamiast tego noz i ludzka praca:(


Wnetrza swiatyni Vamana!






No i sławetne bawoły, czyt. bizony.. jak kto woli:)


Swiatynie i zagrody dla bawołow..niezle polaczenie:)

Ostatnia juz tego dnia swiatynia -Javari Temple!


Widoki na okolice.. pustkowia:)









No i piekny zachod słonca w Khajuraho:)
Nowa swiatynia - Santinath!



Ten posag uchowal sie przed zniszczeniem przez muzulmanow.
Teraz jest miejscem odprawiana puja!




Swiatynia (czyt.mury, zabudowa) sa nowe, ale wszystkie posagi i rzezby z X wieku!



Adinath Temple i szalona Drahnka:)

Przepiekna Parsvanath Temple!









No i kilka zdjec ze swiatynia Adinath







Przepieknie rzezbione wejscie do Parsvanath Temple:)
No i dwa lobuziaki:)



Ostatnia swiatynia na naszej drodze - Duladao temple!
Jej sufit znacznie odbiegal od innych swiatyn:)

Niemal jak Talib:)
Prawie jak modelka..."prawie" robi jednak wielka roznice:)


Lobuzy i Duladeo Temple:)






Okolice Duladeo Temple:) Rzeka i kapiace sie w niej dzieci:)



Manu i nasz srodek z milym rykszarzem:)
Widoki z podrozy ryksza:)
Taki widok to norma w Indiach...najczesciej jednak z udzialem doroslych, wiec jeszcze mniej estetycznie:( No coz.. takie uroki Indii:)

Czasem jest pod gorke i wtedy pojawiaja sie jeszcze wieksze wyrzuty sumienia z powodu wysilku rykszarza, ktory musi nas ciagnac:(


Dwa lobuzy przemierzajace Khajuraho ryksza:)
Sklepik z napojami:)
Wytwornia garnkow.. wszystko wykonywane recznie!



Wjezdzamy do centrum Khajuraho:)


Typowo indyjska restauracja:) Wyglada nieciekawie, ale ku zaskoczeniu najlepsze jedzenie mozna zjesc wlasnie w takich miejscach:)

Tu wytwarza sie sok z bambusa.. pyszny i zdrowy!
No i liczne sklepy z pamiatkami:)

Tym razem autoryksza na dworzec kolejowy:)



Nowy dworzec kolejowy w Kjahuraho...czynny od kilku miesiecy, wiec czysty i piekny:)



A to juz nasz pociag do Jhansi..drewniane lawki...niemal jak w Wietnamie:)


Pustkowia w drodze do Jhansi:)







Poczatkowo komfortowo...pozniej jak sardynki w puszce:)



A to juz realia indyjskich pociagow:)


24-26.04.2009
Ten weekend spedzilimy w Khajuraho - krolestwie miłosci i przecudownych swiatyn:) Do Khajuraho probowalam sie dostac w zeszlym roku, niestety z powodu elekcji wszystkie autobusy z Jhansi zostaly wstrzymane i nie bylo takiej mozliwosci. Kolejna proba nastapila wiec po 6-ciu miesiacach, tym razem udana:)
Musze przyznac, ze i tym razem dojazd do Khajuraho nie nalezal do najlatwiejszych i wymeczyl nas makabrycznie, zarowno w jedna, jak i druga strone. Bylo jednak warto, bo miasteczko jest sliczne, a same swiatynie powalajace:) Zacznijmy jednak od poczatku:)
Z Delhi wyjechalismy nocnym pociagiem do Jhansi (sleeper - 208 rupii, 7,5 h). Cale szczescie wielkie upaly nieco zlagodnialy, wiec nawet na gornym lozku w klasie sleeper udalo sie wytrzymac cala droge:) Do Jhansi dojechalismy okolo 6-tej nad ranem (niestety z godzinnym opoznieniem). Ku mojemu zaskoczeniu okazalo sie, ze Indyjska Kolej otworzyla nową linie i od kilku miesiecy kursuja specjalne pociagi z Jhansi do Khajuraho (pol roku temu jeszcze tego nie bylo, pociagi sa dwa dziennie o 7:25 i 15:30). Nie moglismy jednak wybrac sie pierwszym z nich, mimo iz w Jhansi bylismy znacznie wczesniej. Reservation office otwierano dopiero o 8-mej, a my musielismy zabukowac bilet powrotny do Delhi. Tym sposobem dwie godziny czekalismy na dworcu...a o 7:25 pomachalismy na pozegnanie pociagowi do Khajuraho, ktory wypelniony po brzegi minal nas na peronie:(. No coz.. czeka nas podroz autobusem. Przepuszczenie pociagu bylo ryzykowne, bo wiedzialam, ze biletow na pociag powrotny do Delhi na niedziele nie ma (sprawdzilam je juz w Delhi), liczylam jednak na przywileje dla obcokrajowców:). Oczywiscie jak sie potem okazalo mialam racje, ze wolnych biletow nie bylo, wykupilsmy jednak miejsce na liscie oczekujacych i teraz pytanie czy zostana potwierdzone (204 rupie, numer 49 i 50 na liscie, a wiec calkiem daleko.. zobaczymy czy biala skora przyniesie cuda:):).
Potem rykszą (30 rupi) udalismy sie na dworzec autobusowy. Oczywiscie po drodze musialam nieco wyklocic sie z rykszarzem. Juz na dworcu kolejowym nie odstepowal nas na krok namawiajac na przejazd do Khajuraho razem w innymi obcokrajowcami taksówką... tylko 350 rupii od osoby. Odmowilismy i na chwile przystopowal.. potem jednak po drodze zatrzymal sie i dolaczyl do dwoch innych, ktorzy znow zaczeli nagabywanie. Poczatkowo spokojnie podziekowalam i powiedzialam, ze wolimy lokalny autobus. Gdy to jednak nie pomoglo po 5 minutach przekomarzania wydarlam sie i powiedzialam, ze zaplacialam za przejazd na dworzec, wiec albo jedzie, albo wysiadamy. Rykszarze w Jhansi sa bardzo nachalni i tego doswiadczylam juz pol roku temu. Trzeba byc naprawde stanowczym, bo moga doprowadzic do szalu:)
Niemniej po 15 minutach dojechalismy na dworzec. Chwile wczesniej rykszarz powiedzial, ze teraz nie ma zadnego autobusu do Khajuraho, a jak tylko zjawilismy sie na dworcu wskazal nam autobus, ktory odjezdzal za 15 minut. To po raz kolejny swiadczy, jak bardzo klamia:( Nam sie jednak udalo. Przynajmniej tak nam sie wydawalo.
Autobus byl pełniutki. Ja mialam jednak szczescie, bo dwie kobiety, podekscytowane na moj widok zsunely sie blisko siebie, tak ze mialam skrawek siedzenia dla siebie. Niestety Manu nie mial innego wyboru i spedzil pierwsze poltorej godziny stojac. Biedny byl tak wyczerpany, bo autobus byl przepelniony po wszystkie brzegi:( Niektorzy nawet wisieli za oknami badz przy drzwiach. Jak sie potem okazalo byl to prywatny autobus stad ten tlok. W lokalnych autobusach konduktorzy trzymaja limit i gdy jest zbyt tloczno nie wpuszczaja nikogo. Tu bylo jednak inaczej. Co chwila ktos sie o mnie opieral, wisial... nie wspomne o ogromnym upale:(:( Wyjechalismy z Jhansi o 8:45, a z autobusu wysiedlismy po 4 godzinach niemal ugotowani:):) To byl typowy przyklad podrozowania w typowo indyjskich warunkach:) Taka jazda uczy naprawde wiele. Przede wszystkim pokory, bo nie mozesz nic zrobic, cierpliwosci, bo musisz jakos wytrzymac, no i niestety braku wrazliwosci. Co chwila wsiadal dziadek, ktory ledwo trzymal sie na nogach, badz kobieta z dzieckiem na ramieniu.. i nikt im nie ustapil miejsca, bo ustapienie oznacza, ze sam mozesz nie wytrzymac jazdy. Dlatego konduktor upycha wszystkich jak sie da. Niemniej patrzac na ten widok czlowiek odczuwa wyrzuty sumienia... z czasem jednak poddaje sie tłumowi i po jakims czasie staje sie niewrazliwy:(:(
Okolo 13-tej wyczerpani dojechalismy do jakiejs miejscowosci. Okazalo sie jednak, ze nie jest to jeszcze Khajuraho. Poniewaz w autobusie bylo tylko 4 pasazerow do Khajuraho, konduktor podjal decyzje, ze autobus nie pojedzie dalej, a nas przesadzil do lokalnego jeepa, ktory mial nas zawiesc te 30 km do naszego celu (oczywiscie oplacil nasz przejazd, w koncu zaplacilsimy 105 rupii za przejazd bezposrednio do Khajuraho). No wiec czekala nas kolejna przygoda, tym razem jeepem. Zazwyczaj w jeepie jest miejsce na mniej wiecej 11 osob wlacznie z kierowca. W naszym jeeepie siedzialo, a czesc wisialo na zewnatrz trzymajac sie czego sie da, okolo 19 osob. Po raz kolejny pokaz mistrzostwa logistyki. Kolejną wadą byl fakt, ze jeep zatrzymywal sie co chwila, aby dopakowac do pelna, co znacznie opoznilo przejazd:(
Udalo sie jednak.. okolo 14:30 (po 15 godzinach w drodze) dojechalismy do Khajuraho. To bylo niezle doswiadczenie, ciekawe jak pojdzie nam z droga powrotna:)
Pierwsza noc spedzilismy w Hotel Royal Ghandela (150 rupii/pokoj). Obecnie jest poza sezonem, wiec mozna sie ostro targowac:). Niestety w pokoju w nocy bylo tak goraco, ze ciezko bylo spac. Dlatego tez kolejnego poranka postanowilismy zmienic hotel. I to byl trafny wybor. Yogi Lodge swiadczy lepszy serwis i pokoje sa znacznie przyjemniejsze (200 rupii/pokoj z coolerem).
Tego dzionka juz tylko leniuchowalismy. Najpierw krotki odpoczynek w hotelu, a potem delektowanie sie przepyszna, lokalna lassi...mniam mniam:):), wypijalismy chyba z 6 szklanek dziennie. Tuz przy markecie kazdego popoludnia jeden z lokalnych mieszkancow wystawial swoje male stoiko, gdzie sprzedawal wspomniana lassi i pyszny sok z limonki. Powiedzialabym, ze picie lassi stalo sie naszym rytualem w Khajuraho:). Potem spacerek po okolicy.
Khajuraho to male miasteczko, a nawet wioska w prowincji Madhya Pradesh. Zaskoczylo mnie, gdyz spodziewalam sie, ze jest znacznie wieksze, a tu kilka malych uliczek ze sklepikami, jeden market, no i slawetny kompleks ze swiatyniami. Z opowiesci lokalnych dowiedzielismy sie, ze jeszcze 30 lat temu Khajuraho bylo wioska skladajaca sie z kilku domkow, a w miejscu gdzie teraz funkcjonuje miasteczko byla tylko dzungla, tygrysy i pełny zew natury. Szok, jak czlowiek moze zmienic srodowisko w tak krotkim czasie:(
Niemniej mnie Khajuraho urzeklo. Jest turystycznym miejscem, gdyz ma wiele sklepow z pamiatkami, ciuchami... jednak jego atmosfera, spokoj sa nadal zachowane. Pytanie, czy takie odczucia mialabym rowniez podczas wizyty w pełni sezonu:) Ale to juz malo wazne:)
Po spacerku zatroszczylismy sie o nasze zoladki w jednej z indyjskich restauryjek i milo spedzilismy czas razem.
Kolejnego dnia po przeniesieniu sie do drugiego hotelu przyszedl czas na glowna atrakcje Khajuraho, a wiec Swiatynie Miłosci. Khajuraho slynie z kompleksu hinduistycznych swiatyn, wzniesionych miedzy 9 a 12 wiekiem przez dynastie Candelow. Zgodnie z opowiesciami pierwotnie istnialo 85 swiatyn, jednak do dzisiaj przetrwalo tylko okolo 20. To i tak szczescie, ze dawne Khajuraho zlokalizowane bylo na bezludziu, w niedogodnym klimacie, w srodku dzungli, gdyz dzieki temu swiatynie uchronily sie przed atakami muzulmanow i pozwalaja cieszyc sie swoim urokiem dziaiaj:). Obok pieknych ksztaltow swiatyn (ich architektura symbolizuje swietą gore Meru), swiatynie te sławę zawdzieczaja przepieknym rzezbom umieszczonym zarowno w ich wnetrzach, jak i zewnetrznych scianach. Wiele z tych rzezb ma charakter erotyczny, a niektore z nich powiedzialbym nawet zaskakuja swoja smialoscia:):) Bardzo zaskakuja... nie przypuszczalam, ze w Indiach moga byc wystawiane takie rzezby, a do tego w swiatyniach:):) Istnieje kilka teorii dlaczego te swiatynie zostaly wybudowane. Jedna z nich wiaze historie swiatyn ze specyfika lokalnego hinduizmu, powiazana z rytuami tatrycznymi, ktore uwazaly, ze seks jest wazna czescia rozwoju ludzkosci i osiagniecia doskonalosci. Inna teoria zaklada, ze tworcy pragneli zachcic Hindusow, skupionych tylko na wychwalaniu Bogow i modlach, do oddania sie rowniez rodzinom i dzieciom:) Ciekawy sposob na zwiekszenie populacji....hmmm:):)
Glowne światynie zlokalizowane sa w kompleksie zachodnim (wstep 250 rupii). To miejsce powala swoim wygladem. Czesc w tych swiatyn przypomniala mi swoim wygladem Angkor w Kambodzy...niesamowite wspomnienia. Przecudowne, rzezbione swiatynie, pieknie zagospodarownay zielony teren, cisza, pustka. Poniewaz obecnie pogoda w Khajuraho nie zacheca do zwiedzania nie spotkalimsy wielu turystow, a to bylo jeszcze bardziej urzekajace. Swiatynie i caly teren wokolo byly puste:).
Zaczelismy od swiatyni Lakshmana, ktorej budowa zajela okolo 20 lat i zostala zakonczona w 954 roku. To jedna z najwczesniejszych i jedna z najlepiej zachowanych swiatyn. Zauracza ogromna iloscia pieknych kobiecych ksztaltow, jak i cial splecionych w milosnych pozach. W tej swiatyni smialosc erotycznych rzezb chyba najbardziej zaskakuje. Szokujace sa rzezby mezczyzn i kobiet w trakcie uniesienia, czy tez pozyzje z udzialem zwierzat.. tak tak... nie zartuje.. zapraszam do zdjec powyzej:)
Kolejna swiatynia byla Kandariya-Mahadev, ktora nalezy do najwiekszych w calym kompleksie (30,5 metrwo wysokosci, pochodzi z okresu 1025-1050). Znajduja sie tu 872 rzezby (646 na zewnetrzych scianach), z czego wiekszosc z nich ma okolo metr wysokosci:) Swiatynia ta w sposob najbardziej reprezentatywny przedstawia piekno kobiecego ciala i akrobatyczne pozycje erotyczne!!! Niesamowite! Tu spotkalismy lokalnego przewodnika (tak sie nazwal, choc nie potwierdzilabym tej opini:):). Ubawil nas jednak swoimi opowiesciami o symbolice niektorych rzezb. Jak chocby kobieta ze skorpionem jako znak uniesienia,witalnosci i orgazmu. Czy tez kobiety w roznych fazach dojrzewania, gdy ich piersi porownuje sie do liminek (w fazie dojrzewania), pomaranczy (gdy staje sie zona), czy papaii (gdy staje sie matka):):) Ale najwiekszy ubaw byl w momencie, gdy zaczal nam tlumaczyc udzial zwiarzat w erotycznych scenach - przeciez mezczyzna musial pracowac i byl poza domem, wiec kobieta musiala jakos zaspokoic swoje potrzeby!!! Ta opowiesc byla bajka, wiec obalila wizje sympatycznego dziadka jako przewodnika.. szczegolnie, ze wszystkie pozycje ze zwierzetami byly z udzialem mezczyzn, a nie kobiet:) Niemniej my, jak i towarzyszaca nam szwajcarska para, mielismy wielki ubaw z jego towarzystwa:) Obok Kandariya-Mahadev znajduje sie jeszcze jedna piekna swiatynia - Devi Jagadamba - zadedykowana poczatkowo Vishnu, a potem Parvati.
Poniewaz upal dobijal, slonce swiecilo niemilosiernie i nawet tona kremu UV nie pomagala!! Jak sie okazalo bylo okolo 47 stopnii w cieniu... UFFFFFF... goraco!!! Pilismy hektolitry wody, a i tak nasze ciala wydalwaly sie wysychac:) Nie ma jak zyc w piekarniku:):):)
Slonce nie dawalo chwili wytchnienia, wiec musielismy troche przystopowac ze zwiedzaniem. Posiedzielismy na trawie, potem w okolicznej restauracyjce, a na koniec zwiedzielismy trzy swiatynie: Chitragupta z przepieknymi rzezbami apsara (niebianskie panny), walk sloni czy siedmiokonny rydwan:). Ostatnia grupa swiatyn to Parvati Temple, Vishvanath Temple i Nandi Shrine. Do dwoch ostatnich prowadza rzezby sloni i lwow przy obu wejsciach. A Nandi shrine szczyci sie ponad dwumetrowym posagiem Nandi - byka Boga Shivy.
Na koniec wizyty w kompleksie zachodnim urzadzilam sobie kapiel w wodach spryskiwaczy trawy i mialam przy tym wielki ubaw:) W koncu troche orzezwienia. Temperatura 47 stopni naprawde dobija:) A to, ze wszyscy sie na mnie patrzyli jak na kosmitke, to juz mniej wazne:):)
Zwiedzanie tego kompleksu obok ekscytacji wygladem i pieknem swiatyn spodobalo mi sie z jeszcze jednego powodu - spokoj i harmonia miejsca. A rzezby kazdej ze swiatyn sa na pewno dzielem wszechczasow. Istnieje wiara, ze atmosfere miejsca mozna poczuc poprzez dotyk ktorejkolwiek z rzezb. Wyprobowalismy i potwierdzamy!!!:)
CUDO... i calkowicie uzasadnione uznanie ich przez UNESCO jako dziedzictwo kulturowe!:)
Po kompleksie zachodnim przyszedl czas na delektowanie sie lassi, a potem spacerek po prawdziwej wiosce Khajuraho, tej mniej turystycznej (niestety strasznie biednej, zaniedbanej). Tego dnia udalo nam sie zwiedzic jeszcze dwie swiatynie w kompleksie wschodnim. Spacerujac do nich minelismy swiatynie Hanumana (Boga Małpy), malą Brahma Temple i jezioro Narora (niestety bardziej przypominalo brudny zbiornik z woda:(
Vamana Temple polozona jest nieco w oddali od wioski. Ciekawa jest sceneria otoczenia. Pustkowie, kilka drzew z wyschnietymi gałeziami i pasace sie byki:) Tu spotkalismy przemiego starszego Hindusa, ktory jest opiekunem swiatyni. Jak sie okazalo spedza w niej 24 godziny i chroni przez osobami, ktore mielyby ochote zdewastowac ten piekny dobytek. Swiatynie we wschodniej czesci nie sa płatne, jednak opieka nad nimi sponsorowana jest przez rzad. I trzeba przyznac, ze jakos zagospodarowania zaskakuje. Piekna zielen wokolo i ta estetyka... taka niespotykana w Indiach!!:) Ostatnią swiatynia tego dnia byla mala swiatynia poświecona Vishnu - Javari Temple. Tu bardziej skupilismy sie na podziwianiu zachodu slonca i odpoczynkowi po tak aktywnym dniu:):) W tej swiatyni spotkalismy milego Hindusa, ktory jakiejs trzydzieci lat temu robil wielka kariere w sektorze rzadowym. Niestety w powodu wypadku jego zycie zawodowe, jak i prywatne ucierpialo. Ledwo uszedl zyciu, potem musial zmienic prace... to spowodowalo, ze znalazl sie w Khajuraho i od tego czasu sprzedaje pamiatki. Starszy, kulawy dziadek... ale bardzo mily. Kupilismy od niego karty z wizerunkami rzezb.. tak aby go wesprzec. Czasem historie takich ludzi, nawet tych natretnych sprzedawcow, rozczulaja:(
Przy takim upale jak dzisiaj, zwiedzanie to niezly sprawdzian na wytrzymalosc. A obok sukcesu w wytrzymalosci naprawde delektowalsimy sie tym miejscem i swiatyniami. GODNE POLECENIA!
Wieczorek spedzilismy na pysznej kolacyjce (tomato paneer) i malych zakupach (mam trzy nowe torby i piekne lampiony do mieszkanka:) Hurraaa:):))
Kolejnego dnia nie zostalo nam zbyt wiele czasu. Wstalismy jednak wczesnie i postanowilismy pojechac do pozostalej czesci wschodniego kompleksu swiatyn. Mozna sie tam spokojnie przespacerowac, nam niestety limit czasu na to nie pozwolil. Rowerowa ryksza dojechalismy na miejsce:)Najpierw odwiedziny w nowoczesnej Santinath Temple- jedynej swiatyni w tej czesci, gdzie odprawiana jest puja! Swiatynia jest nowa, jednak oltarz (wysoki posag jednego z bogow Jain) jest jednym z najstarszych w Khajuraho. Istnieje legenda, ze ta swiatynia byla narazona na zniszczenie podczas najazdow muzulmanow. Podczas gdy jeden z napatnikow, chcial wbic z miecz w posag, z jego piersi polalo sie mleko!!! Napastnicy uciekli, a oltarz zostal zachowany. Kolejne dwie swiatynie to przepiekna Parsvanath z przepieknie rzezbionym wejsciem (950-70 r n.e)! i znacznie miejsza Adinath. Obie urocze i godne odwiedzenia:)
Potem ryksza pojechalismy w jeszcze jeden zakatek - do swiatyni w południowym kompleksie - Duladeo Temple. To jedna z najmlodszych swiatyn datowana na 1100-50 i na pewno zaskakujaca ksztaltem sufitu (calkowicie innym anizeli swiatynie Khajuraho).
Czas zwiedzania niestety dobiegal konca i musielismy wracac, bylo przed 11. Ryksza rowerowa do hotelu, szybkie sniadanie, pakowanie i zamowiona w hotelu ryksza na dworzec kolejowy (60 rupii, 8 km). Niestety jak sie okazalo pociag do Jhansi mial niezle opoznienie i zamiast wyjechac o 12.30, wyruszylismy po 14-tej:(. Ten czas spedzilismy na lawce kolejowej, klocac sie z natretnymi Hindusami, ktorzy byli jak zwykle zainteresowani nie tym co potrzeba:) Upal nadal doskwieral, wiec nie mozna bylo chodzic, a stacja jest na pustkowiu..trzeba bylo wiec siedziec:)Kolejna nauka cierpliwosci:)
Jazda pociagiem w porownaniu do wspomnianego wczesniej autobusu byla niemal luksusem..choc nie wiem czy mozna nazwac luksusem drewnianą, twardą lawkę, brudna podloge i makabryczny upal w srodku. Przypomnial mi sie wietnamski pociag w ktorym razem z Kacha spedzilysmy 17 godzin jadac na twardej, drewnianej lawce. To byl dopiero hadrcore:). Teraz bylo podobnie, choc lawka byla nieco szersza, a na poczatek nie bylo zbyt wielu pasazerow, wiec dalo sie wytrzymac. Po dwoch godzinach pociag jednak byl tak wypakowany, ze ludzie zwisali z okien i drzwi, a na lawce siedzialo 6 osob i 3 dzieci, gdzie zgodnie z przeznaczeniem sa 4 miejsca:) Cale szczescie ze jestem biala, wiec mezczyzna obok mnie trzymal 20 cm odstepu (moze z respektu, moze z obawy), wiec ja czulam sie komfortowo. Gorzej z Manu, ktory byl gnieciony z kazdej strony:)
W pociagu spotkalismy milą pare zamieszkujacą jedna z okolicznych wiosek. Opowiedzieli nam wiele ciekawych historii na temat tych rejonow, takich chocby jak wielkie susze, ktore zabijaja zycie w tej okolicy. Od czterech lat nie bylo deszczow, zdesperowani ludzie zostawiaja wszystko i przeporwadzaja sie w inne rejony Indii. Dopiero w tym roku spadl deszcz i mozliwa jest jakakolwiek uprawa. Ale co to jest, gdy wezmie sie pod uwage, ze 75 procent ludzi zyje z rolnictwa:(. I faktycznie, krajobraz wyglada jak pustynny, suche krzewy, pusta piaskowa ziemia...nicosc..pustkowie:(
Dla mnie pieknie, bo to egzotyka, ale nie dla ludzi, ktorzy musza a zyc w takich warunkach:(
Pociag jechal, jechal, a nasze pupy wzywaly pomocy. Opoznienie pociagu stawalo sie coraz wieksze, a my coraz bardziej zmeczeni. Dobrze, ze czas w Khajuraho byl tak piekny, wiec caly czas przywolywalismy w pamieci, ze warto zniesc niedogodnosci, dla tego co przezylismy:)
Co ciekawe za bilet z Khajuraho do Jhansi (sitter) zaplacilsimy 29 rupii/os, co jest jakies 2 PLN za 5 godzin jazdy pociagiem:) Jakby takie ceny byly w Polsce:)
Do Jhansi dojechalismy okolo 19:30 (zamiast o 17:):), jak widac kazdy indyjski pociag ma opoznienie:) Cale szczescie nasz bilet zostal potwierdzony i dostalismy miejsca w pociagu do Delhi. Jak widac biala skora moze zdzialac cuda:).
Do pociagu mielismy jednak 1.5 godziny, wiec pojechalismy cosik zjesc. Towarzysze z pociagu podpowiedzieli nam, gdzie mozna zjesc smacznie i tanio - Jannak Restaurant. I byla to prawda. "Mashroom panner" (ser z grzybami i przyprawami), "aloo jeera" (smaznone ziemniaki z przyprawa jeera) i tandorri roti, podbily nasze zoladki::) Zadowoleni wrocilismy na stacje. Niesteyty kolejna niespodzianka. Pociag do Delhi mial opoznienie - 1 godzina.. no i znow siedzenie na stacji. Po tym czasie jednak przyjechal, a my po 7 godzinach snu wysiedlismy w Delhi:):)
Piekny weekend, piekne wspomnienia!!!

1 komentarz:

  1. zmeczylam sie samym ogladaniem! bardzo intensywny weekend

    OdpowiedzUsuń